Niedziela, 10 grudnia 2017. Część 1 -wg. opiekunów

To już ostatnia niedziela naszego pobytu we Włoszech. Z samego rana udaliśmy się na dworzec w Parmie, aby czym prędzej pojechać na wycieczkę do Wenecji. Czekając na pociąg widać było ogólne zadowolenie z wyjazdu. Jednak nie wszystkim dobry nastrój udzielił się od razu zapewne ze względu na wczesną porę. Paweł drzemał na ławeczce pod bacznym okiem Nazara, Iza szukała informacji w swoim telefonie na temat Wenecji, Kacper nakrył swoja twarz kurtką być może dlatego, że było mu zimno, a być może dlatego, że jeszcze wtedy wyglądał niewyraźnie po niedospanej nocy, Vitali nieśmiało wyglądał zza Tomka jakby chciał coś miłego powiedzieć, natomiast Wiktoria głośno okazywała swoją radość z wycieczki.
Po około trzech godzinach jazdy dwoma pociągami z przesiadką w Bolonii w końcu dotarliśmy do celu naszej podróży. Wenecja przywitała nas pięknymi widokami i rześkim powietrzem. Już w pociągu przed wjazdem na dworzec widać było wielkie poruszenie zachwycającą panoramą miasta. Po wyjściu z dworca wydawało się, że zdjęciom nie będzie końca. Trwało to dłuższą chwilę i zapewne potrwałoby jeszcze dłużej, jednak musieliśmy ruszyć w dalszą drogę. Na koniec sesji zdjęciowej Kamil i Przemek zrobili sobie szybkie zdjęcia i poszliśmy zwiedzać Wenecję.
Po drodze zachwycaliśmy się architekturą tego miasta przeciskając się przez bardzo wąskie ulice i przechodząc przez wiele mostów, których tutaj nie brakuje. Kiedy dotarliśmy do najstarszego weneckiego mostu Rialto przebiegającego nad kanałem Grande mieliśmy trochę wolnego czasu przed planowanym weneckim obiadem. Można tu kupić wiele pamiątek, zrobić całkiem dobre zakupy w „bardzo dobrych” cenach lub tak jak ja i pani Celina pójść na grzany napój do jednej z wielu tutejszych restauracji. W tym co byliśmy stałymi bywalcami są gołębie swobodnie poruszające się pomiędzy klientami.
Gdy czas wolny dobiegł końca udaliśmy się na obiad do jednej z wielu pizzerii. Pizzeria, w której byliśmy ma dość oryginalne wnętrze. Na ścianach znajdują się płaskorzeźby ludzkich części ciała. Jedna z nich wprawiła w osłupienie Mateusza, zaś Kaspra przyprawiła o lekki zawrót głowy, że musiał przytrzymać ją obiema rękami aż się Hubert odwrócił chcąc dowiedzieć się co się dzieje. Tymczasem Vitali siedzący pomiędzy Hubertem a Pawłem nawet nie spostrzegł co się dzieje ponieważ był już tak zmęczony, że „padł twarzą” na stół. Pozostali popijając wodę i przegryzając lokalnym chlebem dzielili się swoimi dotychczasowymi wrażeniami świetnie się przy tym bawiąc.
Po obiedzie wyruszyliśmy w dalszą drogę. Po krótkim spacerze dotarliśmy na plac św. Marka patrona Wenecji, gdzie spotkaliśmy się z naszą przewodniczką Kiarą – Włoszką, która bardzo dobrze mówi po polsku, gdyż jak sama twierdzi miała kiedyś taki kaprys, żeby nauczyć się naszego języka nie wiedząc jeszcze wtedy, że jest to najtrudniejszy język świata. Pani Kiara po krótkim wstępie zaczęła opowiadać nam o historii i zabytkach Wenecji. Z miejsca ścinania głów przy pałacu Dożów przeszliśmy na most westchnień więźniów do wolności. Następnie zwiedziliśmy Bazylikę św. Marka przy placu jego imienia. Widok z balkonu bazyliki był tak niesamowity, że Iza długo nie mogła oderwać wzroku panorami, którą widziała. Niektórzy pozowali do zdjęć, inni z uwagą wsłuchiwali się w słowa przewodniczki, a Wasyl oglądał plac z nieco innej dość nietypowej perspektywy. Przed bazyliką czekała na nas mewa – jedna w wielu, których tutaj nie brakuje.
Idąc dalej do Bazyliki Santa Maria Gloriosa dei Frari zatrzymaliśmy się na polu. Nie ma w tym nic dziwnego ponieważ Wenecjanie podobnie jak Krakowianie wychodzą na pole, czyli plac na którym kiedyś uprawiano warzywa i owoce. Na polu przygrywał nam lokalny grajek rosyjską muzykę co wprawiło w dobry nastrój całą grupę. następnie przeszliśmy do Bazyliki Santa Maria Gloriosa dei Frari do przewodnictwem białoczerwonej flagi, którą miała nasza przewodniczka. Zanim doszliśmy do kolejnego pola zaczął padać śnieg, który jest tutaj bardzo rzadkim zjawiskiem. W bazylice wysłuchaliśmy niezwykłych historii tego miejsca i zwiedziliśmy wszystkie jego zabytki. Niektórzy jak Tomek byli tak zmęczeni, że musieli odpocząć na schodach, inni jak Denis zmówili krótką modlitwę, jeszcze inni jak Vitali, nie mogąc się rozgrzać żarliwie szukali czegoś w telefonie. Byli też tacy jak Kacper i Waleria, którzy niczym profesjonaliści robili pamiątkowe zdjęcia. Nie mniej jednak wszyscy z uwagą słuchali pani Kiary rozglądając się i podziwiając bazylikę.
Wychodząc z bazyliki nadal padał śnieg. Wycieczka po Wenecji trwała tak długo, że nastał wieczór. Idąc na dworzec podziwialiśmy Wenecję wieczorową porą. Zmęczeni i pełni wrażeń późno w nocy wróciliśmy do Parmy. To co widzieliśmy zobaczycie w następnym poście ponieważ jest tego tak dużo, że trudno jest to wszystko ująć w tych kliku zdaniach, które tu napisałem.

Sylwester Gieszczyk