Czwartek, 14 grudnia 2017 r – wg. opiekunów

To już ostatni dzień naszej wizytacji na praktykach zawodowych we Włoszech. Dzisiejszy dzień zaczęliśmy dopiero po południu, ponieważ w nawale pracy jaką tutaj mamy oraz z przyczyn niezależnych od nas nie mogliśmy udać się w miejsca odbywania praktyk. Jutro czeka nas dość nudny choć intensywny dzień. Nic szczególnie ciekawego nie będzie się działo dla naszych czytelników.

Wracając do tematu – dzisiaj odwiedziliśmy już niestety naszych ostatnich praktykantów: Wiktorię i Kacpra, którzy pracują po przeciwnych stronach Parmy i w dwóch różnych branżach. Ze względów czysto logistycznych naszą wizytę zaczęliśmy od Kacpra, który pracuje w księgarni włoskiej wykonując powierzone mu zadania. Słysząc głos Pani Celiny Kacper pospiesznie wyszedł z zaplecza, aby się z nami przywitać. Z pełną pasją i zaangażowaniem opowiadał nam o swojej pracy w księgarni. Widać było po jego minie, że jest bardzo zadowolony i dumny z tego, że zdobył tu tak cenne doświadczenie. Jego szef również jest zadowolony z jego pracy i to do tego stopnia, że jak powiedział takiego pracownika jak Kacper chętnie zatrudniłby na stałe. Następnie Kacper pokazał nam swoje stanowisko pracy, które choć niedużych rozmiarów to jednak ma swój urok. W międzyczasie zajął się układaniem rzeczy na regałach stojących na zapleczu, gdyż choć praca nie zając to jednak sama się nie zrobi.

Z księgarni pojechaliśmy z wizytą do sklepu komputerowego, w którym pracuje Wiktoria. Sklep ten z pozoru niczym szczególnym nie wyróżniał się, jednak po wejściu do środka można było zauważyć dość oryginalną ladę sklepową w głównej części sklepu oraz stojącą na wystawie choinkę świąteczną z pamięcią operacyjną. Po wejściu do sklepu było widać, że Wiktoria jest bardzo zadowolona z naszej wizyty, której tak długo nie mogła się doczekać. Jej szef z uśmiechem na twarzy opowiadał o Wiktorii, jej pracy i o relacjach w niej panujących, które są tu niemalże rodzinne podobnie jak u Kacpra. Dobry nastrój udzielił się nam wszystkim, a w szczególności Wiktorii. Następnie udała się na zaplecze chcąc nam pokazać nad czym obecnie pracuje. Oczywiście jak zwykle doskonale poradziła sobie z powierzonym jej zadaniem. Na koniec wizyty zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie, a wychodząc dostaliśmy drobne upominki co mile nas zaskoczyło.

Wieczorem przyszedł czas na pożegnalną kolację w towarzystwie Pani Celiny. W oczekiwaniu na pizzę lub makaron po włosku zasiedliśmy przy stołach rozmawiając, wspominając i rozmyślając o tym co nas tu we Włoszech spotkało. Jedni okazywali radość z przygody jaka ich tu spotkała, drudzy smutek, że to jest już koniec, inni podpierając głowy zastanawiali się co to będzie po powrocie do Polski, tylko Wasyl trzymając nóż w rękach sprawiał wrażenie jakby nie mógł się doczekać posiłku. Po kolacji pożegnaliśmy się z Panią Celiną i poszliśmy do hotelu. To tyle tej naszej włoskiej historii. Przed nami powrót do kraju. Już nie możemy się doczekać …

Sylwester Gieszczyk